Jest mi smutno, dziś rano umarł mój ulubiony poeta...
I to chyba pierwsza taka śmierć (kogoś, kogo nie znałam, a ceniłam za ogrom, różnorodność i doskonałość twórczości), która mnie ruszyła.
Nasz "znajomość" zaczęła się od tego wiersza:
Kochani ludożercy
nie patrzcie wilkiem
na człowieka
który pyta o wolne miejsce
w przedziale kolejowym
zrozumcie
inni ludzie też mają
dwie nogi i siedzenie
Kochani ludożercy
poczekajcie chwilę
nie depczcie słabszych
nie zgrzytajcie zębami
zrozumcie
ludzi jest dużo będzie jeszcze
więcej wiec posuńcie się trochę
ustąpcie
Kochani ludożercy
nie wykupujcie wszystkich
świec sznurowadeł i makaronu
Nie mówcie odwróceni tyłem:
ja mnie mój moje
mój żołądek mój włos
mój odcisk moje spodnie
moja zona moje dzieci
moje zdanie
Kochani ludożercy
nie zjadajmy się Dobrze
bo nie zmartwychwstaniemy
Naprawdę
Na szczęście wraz z poetą nie umierają dzieła.
*I wkurzają mnie lajki na fejsbuku pod informacjami o jego śmierci. Tu nie ma nic do lubienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz