środa, 19 czerwca 2013

Ciacho

Zawsze myślałam, że pieczenie ciastek dla psów jest już szczytem nadopiekuńczości, bo pies to pies i swoją  karmę ma. W sumie ciasteczka dla psa można też kupić, zamówić w paczce (wielosmakowe: od baraniny po żwacze), ale piec? NIE! Olśniło mnie też niedawno, że mam w sumie pierwszego, świadomie wybranego psa, który jest mój (wiem, że Twój w umowie Jacku) od początku do końca.

Aż tu Imbirowi zaczęła wypadać sierść garściami. Normalne w sumie, że pies gubi podszerstek, jednak ilość sierści w domu przekracza moją normę, codziennie trzeba odkurzyć, a wałek odsierściający - (dzięki Ci Ikeo) jest w użyciu na stałe.
Pomysł z oliwą na sierść mi się spodobał, jednak psu już mniej i jakoś obchodził karmę polaną łyżką oliwy szerokim łukiem.

No dobra, to upiekę te ciasteczka i przemycę oliwę tą drogą. W trakcie pieczenie dodałam też nasiona sezamu i zioła z ogródka. Plus jest taki, że wiem co w tych ciasteczkach jest. Są na mące z otrębami. Przygotowanie masy trwało jakieś 5 minut - zmiksowałam składniki i wylałam na blachę, a samo pieczenie 20 minut. Potem trzeba było tylko pokroić na małe kawałki i podsuszyć.  Psy leżały pod piekarnikiem przez czas pieczenia i długo długo po...
Efektem jest jakieś 0,5 kg ciastek. Reakcja psów pokazuje, że chyba jednak będę je piekła raz na jakiś czas. Jak już piekę, to w sumie co za różnica dla kogo? :)

sobota, 15 czerwca 2013

ale do tego trzeba dorosnąć!

Zirytowani ludzie mnie bawią. Ta Pani rozbawiła mnie bardzo, gdyż byłam jej klientką i w sumie zawaliła sprawę z przesyłką, a i tak wina była moja. A co powiedzeniem klient ma zawsze racje? Do tego sprawę można było rozwiązać jednym zdaniem, jednym! Ale spór na Allegro to przecież koniec świata.

Historia banalna, bo zakupy na Allegro, a paczki nie ma i nie ma i nie ma... po 10 dniach wysłałam maila do Pani, po 12 przez stronę jej sklepu, przez formularz zgłoszeniowy. W efekcie założyłam spór, bo nie wiem co jeszcze mogłabym zrobić. Zwłaszcza, że po zmianach różne dziwne problemy z zamówieniami się zdarzały. Życie...

Odpowiedź Pani X: 
(próbowałam kontaktować się poprzez stronę - zero reakcji).- tak ??? A TO CIEKAWE ! prosze o maila w którym Pani oczekuje maila zwrotnego lub próbowała się Pani ponoć kontaktować ? 
nie wszyscy tu są idiotami proszę Pania ! 
 *pisownia bez poprawek 

Ja do Pani X: 
Na stronie sklepu jest dział kontakt, dokładnie tutaj: .... Jeżeli formularz kontaktowy nie działa, to już jest Państwa wina, a nie moja. Wysłałam zapytanie z danymi zamówienia, na które nie otrzymałam odpowiedzi od Państwa. Dwa: zamówienie zostało złożone 27 maja, mam oczywiście potwierdzenie wpłaty z systemu PayU - towar do mnie nie dotarł do dziś, nie wiem nawet czy został wysłany? Proszę mi wyjaśnić przyczyny takie stanu stanu rzeczy lub wysłać zamówiony towar. Proszę też trzymać nerwy na wodzy i darować sobie tekstu o idiotach. Czy życzy sobie Pani potwierdzenia wpłaty? 


Pani X: nie zyczę sobie potwierdzenia wpłaty ....

No dobra, ale co do cholery z moją paczką....? 

Ja do Pani X: 
A czy może mi Pani napisać co się dzieje z moją paczką i dlaczego jej nie otrzymałam? To jest kluczowe w sporze/sprawie, a ja chciałabym go rozwiązać. 

Pani X: 
nie wiem ,moze listnosz w nich chodzi ... a dla mnie kluczowa sprawa jest kontakt przez maila a nie przez spory ! ale do tego trzeba dorosnąć!

I tu nadeszło zbawienie, bo listosz przyniósł paczkę wysłaną 7 czerwca (jakoś dawno po terminie). Nie zauważyłam, żeby miał na sobie, któryś z jej elementów. Zresztą to fajny człowiek jest i solidny. 

Ja do Pani X: 
Paczka właśnie do mnie dotarła - z datą wysyłki 7 czerwca, mogła mi to Pani napisać w informacji zwrotnej, bo przecież miała Pani numer jej nadania (lub jakieś potwierdzenie). Nie była awizowana wcześniej. Polecam trochę życzliwości wobec klientów na przyszłość, bo mnie jako klientkę już Pani straciła. Tym samym zamykam sprawę. 

... bo ja taka niedorosła jestem!


poniedziałek, 3 czerwca 2013

Na Bemowie kiedyś mieszkał Jacek, teraz mieszka tam jego mama. Bemowo jest niesamowicie fajnym miejscem - jest zielono, cicho (jak nie w Warszawie), 5 minut od domu las - taki prawdziwy las, poligon z lotniskiem za płotem. Dzielnica ma niesamowicie przyjazny Urząd Gminy, gdzie nie czekaliśmy nigdy dłużej niż 10 minut. Pracownicy są w nim mili, jest ładnie i profesjonalnie. Nawet kącik dla dzieci jest z panem/panią, którzy się nimi opiekują, kiedy rodzice załatwiają swoje sprawy.

Na Bemowie jest blisko do Kampinosu i tam też byliśmy na spacerze w minioną sobotę. 

Było tak:



niedziela, 2 czerwca 2013

Psie sprawy


"Osiągnięcia"psa Imbira w miniony weekend:

  • nauczył się wypinać z szelek 
  • odwiedził obrzeża Puszczy Kampinoskiej (gdzie wypiął się z szelek)
  • wytarzał się w martwym jeżu (tamże)
  • zaliczył pierwszą, poważną kąpiel w wannie, taką z szamponem - nie było wyjścia po martwym jeżu... 
  • zjadł posadzony krzak hortensji pnącej (to kiepskie posunięcie było)
  • wykopał i pożarł moją bazylię z zielnika (nie wzięły jej mrozy, Imbir dał radę) oraz podczas tego procederu przysypał majeranek grubą warstwą ziemi (odkopałam zmiotką)
  • zjadł opakowanie środka przyspieszającego kompostowanie - w sumie nie mam pewności czy zjadł, ale pudełko poszarpał na drobne części. Sam środek był komponentem naturalnych składników, zatem psu nic nie grozi. No i zjadł to jakoś w piątek, a trzyma się całkiem dobrze (przypomnę jeża, hortensję i zielnik), więc się nie martwię.
 A teraz śpi. Jest zapewne dumny z siebie, że miał taki pracowity weekend.