czwartek, 30 maja 2013

PROMONIEWIADOMO...

W Milanówku postawiono choinki.... prawie jak na Boże Narodzenie (cichą nocą?). Zapobiegliwie i pewnie są pierwsi w kraju. Bóg się narodzi za ponad pół roku przecież!

Choinki w skrzynkach mają reklamować segregację śmieci! O losie! Przynajmniej tekst nie jest napisany fontem Museo. Uff!
Myślałam początkowo, że to jedna z akcji w stylu: przynieś nam śmieci, damy Ci iglaka czy inny ogrodowy chwast.
Jednak nie. To baner z drzewkiem w środku. I w zasadzie wielkiej idei to nie ma. No choinka stoi. Jest jakiś tekst - posadź z nami lasy i logo Milanówka i tyle. Na dodatek choinki zostały ubrane w śmieci - co widać na zdjęciu. A to już słabe, bo ja nie lubię chyba edukacji przez złe wzorce. Skoro wieszamy na drzewku, to po co wyrzucać. Na krzaki śmieci, będzie fajnie.



Nie przekonuje mnie ten pomysł, a ekologia i segregacja śmieci to świetny materiał na fajną, ciekawą i kreatywną reklamę miasta, jak i samej idei segregacji odpadów, nowych przepisów...
Można przecież ustawić pojemniki i zacząć od segregowania miejskich śmieci 
w ruchliwych punktach Milanówka (i tak są na nich reklamy miasta). Można zorganizować akcję sprzątania miasta, które nie do końca jest posprzątane. 
Można zrobić piknik ekologiczny z zabawami dla dzieci (budować zamki 
z butelek, uczyć segregacji przez zabawę, bo z tego co wiem połowa ludzi nie umie segregować śmieci).

Można też ubrać choinkę w śmieci. 

A powietrze w Milanówku plastikiem pachnie i czarny dym ulicę zasnuwa niczym poranna mgła.
Zimno i deszczowo, to napalimy plastikiem i będzie nam cieplej. Nie mówię, że wszyscy, ale na jeden wieczorny spacer z psem (a spaceruje codziennie) zawsze trawi się jeden czy dwa domy, które zdradza charakterystyczny zapach palonych opakowań.

*Przeczytałam uważnie baner na choince. Firma, która je postawiła, za reklamę doniczce z drzewem sadzi lasy. Ciekawe czy zalesiają Polskę tymi choinkami?

czwartek, 23 maja 2013

Matki, dzieci, psy i koty ...


Należę do grupy ludzi, którą bardziej rozczula mały piesek/kotek, niż małe dziecko. Tak już mam i nie ruszają mnie teksty, jak będziesz miała własne dziecko to Ci się zmieni... Nie znaczy to, że nie lubię dzieci, bo kilkoro lubię. Podkreślam... kilkoro.

Ostatnio irytują mnie dwie sprawy z dziećmi w tle.

Babcia na spacerach z wnuczkiem nie rozumie, że dziecko nie powinno wkładać rączek "do pieska" za ogrodzenie, bo nasze psy nie są przyzwyczajone do dzieci i nie wiem jaka będzie ich reakcja. No ja gdybym była psem, pewnie bym gryzła...
Mogę powiedzieć jak pies zareaguje na innego psa, kota, ale nie wiem jak na dziecko. I odpowiedź: no, ale merda ogonem - nie jest dla mnie wyczerpująca.
Dziwi mnie też brak zaufania do właściciela psa . Jednak znam swoje psy i to moje słowo jest nadrzędne w dyskusji. Ponadto w ogóle tej dyskusji podejmować nie powinnam, bo: jestem na mojej posesji, to moje psy (tak, wiem Jacku, że Twoje :P) i ja mam rację! A ty kobieto zabieraj dziecko i nie dyskutuj.
Denerwuje mnie ta sytuacja, bo żyjemy w kraju gdzie pies jest winny wszystkiemu - ugryzł, pewnie wściekły, zaatakował dziecko (które mogło robić mu krzywdę) - trzeba uśpić niebezpieczną bestię.
Patrząc z boku: pies Ares waży 56 kg, chłopczyk pewnie ze 20 - nawet jeżeli dziecko podbiegnie do psa (który jest od niego większy) i dziecko przewróci się - i tak winę poniesie pies, bo chciał przestraszyć, gryźć, bo to złe zwierze jest. I czarne na dodatek.
Pies Imbir waży zaledwie 30 kg, ale jest szczeniakiem i  wszystko sprawdza, zaczepia lub goni.

I nie chcę straszyć tej kobiety, nie chce demonizować psów, ale cholera jasna po co dziecko i psa na taki stres narażać.
W wypadku Aresa istnieje też element pomyłki, kiedyś dziewczynka popatrzyła na niego i powiedziała: mama, konik! To zwyczajnie wielki, zły, czarny pies Ares.

Prawda jest smutna, w rozgrywce dziecko: zwierze, zawsze przegra to drugie. Bo dzieciom wolno wszystko, a zwierzętom nie. Do tego nie uczymy dziecka obchodzić się ze zwierzętami i kiedy właściciel psa prosi, by się nie zbliżać, to reakcja jest żadna (bo piesek to taka wielka pluszowa maskota). Ach... no i merda ogonem. A przecież jak biegnie za kotem też ogonem merda... 

Babcia czai się zatem za krzakiem: nie ma tej złej Pani (to ja! i głucha nie jestem), pogłaszczemy pieski... A psy szczekają z daleka i nie podchodzą. 

No i ja cudzych dzieci nie zaczepiam!

To prowadzi do tematu drugiego czyli: rodzinnych wizyt u weterynarza. Bohaterem wydarzenia był jeden kot, który przyszedł wraz ze świtą: matką domu oraz trojgiem jej dzieci na oko: 15, 13 i do 3 lat. Biedny kot był zły, bo klatka podskakiwała wraz z nim, kiedy zbliżał się do niego szczeniak owczarka niemieckiego. Poziom irytacji wzrósł, kiedy na klatce usiadła najmłodsza z rodziny i nóżkami zaczęła w nią kopać.
W poczekalni było, oprócz mnie, sześcioro innych ludzi i 3 psy i dwa inne koty, w tym 4 zwierzęta pod kroplówką. Dziewczynka musiała podejść do każdego kota i psa. Dotknąć, pogłaskać i zaczepić. Krzyczała, piszczała... tupała. Ani matka, ani brat nie mogli dziecka opanować. Nie wspomnę o tym, że rodzina zajęła połowę poczekali, a 15-latka nawet nie pomyślała o ustąpieniu miejsca pani z psem pod kroplówką na rękach  - dopiero lekarz to zasugerował.
Nawet mi się tej kobiety szkoda zrobiło, bo ani kota nie ogarniała, ani dzieci. 
Zmęczyłam się słuchaniem narzekań dzieci na to, że czekają, narzekań matki, na to jak zachowują się dzieci ... Rodzinnej kłótni w tle.  Ze mną męczyli się pozostali.
Pan z jamnikiem nawet ich przepuścił i jak wyszli, to stwierdził, że bardzo chciał, żeby sobie poszli, psa stresowali. 
Ale w sumie, kto by się przejmował psem u weterynarza...

Kupiona, czeka na powieszenie.

piątek, 17 maja 2013

Dzień absurdu!

Na początku był listonosz:

Zamówiłam smycz dla Imbira i dziś przysłano paczkę oklejoną taśmą w psy. Listonosz rozmawia z psem przy furtce: dla Ciebie paczka, dla Ciebie... Ale łapka się na czytniku nie odbije i Pani musi podpisać. Zza krzaków wychodzi drugi pies Ares. Listonosz: zła Pani... tylko jednemu psu kupił prezent. No, zła...
I ♥ Poczta Polska!

Potem była Pani:  

Na posesji  sprzątam po psach taką mechaniczną łopatką. Ogólnie przykładam do celu, pociągam za rączkę i zbieram, niosę w miejsce przeznaczenia. Dziś tak właśnie robiłam. Nagle zza płotu odzywa się starsza Pani... Ooo ma Pani maszynkę do sadzenia! 

- eee, Nie, to do sprzątania po psie. 
- Ale po co Pani sprząta? U siebie? 
Tak, dziwne. Sprzątać po własnych psach, na własnej posesji... 

U weterynarza: 

Czekamy na umówioną wizytę. Byliśmy umówieni na 20.00, jest 20.30. Pytam znajomego lekarza czy jest doktor O. On obiecuje się zapytać i znika za drzwiami. Po chwili wychodzi i mówi tak: 
- Doktor O... właśnie kończy operować. To był nagły przypadek. (po chwili) Oh! Poczułem się jak w serialu medycznym!

W gabinecie doktora O, umawiam się na kolejne podanie leku: 

- To Pani z psem przyjdzie w środę, zapisze... 
Na kartce pojawia się data 15 maja, godzina 19.00 
- Ale to chyba niemożliwe, żebyśmy przyszli piętnastego...
- A woli Pani inną godzinę? 
- Nie, 15 maja był dwa dni temu, nie cofnę się w czasie :)
- Ah, to faktycznie może być problem... 



 
 
 
 

środa, 8 maja 2013

Atomowa ciocia!

Zadzwoniła dziś do mnie ciocia. Miło pomyślałam, ale... 
Po minucie rozmowy miałam dość: 
Haniu!Bo Jacek nie może w tym Świerku pracować, bo wy nie będziecie mogli mieć dzieci. On musi natychmiast tę prace rzucić. Natychmiast! Te promieniowania (jakie?!) są bardzo szkodliwe! Byłam w sanatorium i taka pani mi mówiła... 

Nawet nie próbowałam jej przerywać. Wysłuchałam i podziękowałam za radę oraz powiedziałam, że będziemy żyć tak jak nam się podoba i pracować tam gdzie chcemy. 

Bo Ty dziecko nie jesteś postępowa! Jacek ma do mnie wieczorem zadzwonić, bo Ty nie rozumiesz, ja muszę z naukowcem porozmawiać. 

Po pierwsze to nie wiem czy mam się bać czy śmiać, bo absurd rządzi w tej teorii. Po drugie cieszę się, że moja 78 letnia ciocia jest bardziej postępowa ode mnie.
I po trzecie 314 km!!! Uff :)

środa, 1 maja 2013

Idealny Pan Domu



Jacek jest idealnym panem domu. Doskonale godzi zajęcia na uczelni i proste obowiązki, takie jak: sprzątanie, gotowanie czy pranie. Nie wierzy już w praniowe wróżki - dzielnie sam pierze, rozwiesza i namacza. Sam także odkurza, zmywa podłogi i wkłada naczynia do zmywarki.

Jego potrawy są niesamowitym doznaniem, a perfekcja wykończenia zniewala. Sekretnym składnikiem jego sosów są zioła z przydomowego ogródka, które uprawia.

Ach (ah)... ideał <3 (dopisane przez Jacka, kiedy nie patrzyłam)

* Tekst zawiera lokowanie produktu i nieprawdziwe informacje.


ODKURZA

GOTUJE

MYJE PODŁOGI

DOPRACOWUJE KAŻDY SZCZEGÓŁ

SEGREGUJE ŚMIECI