Na początku był listonosz:
Zamówiłam
smycz dla Imbira i dziś przysłano paczkę oklejoną taśmą w psy.
Listonosz rozmawia z psem przy furtce: dla Ciebie paczka, dla Ciebie...
Ale łapka się na czytniku nie odbije i Pani musi podpisać. Zza krzaków
wychodzi drugi pies Ares. Listonosz: zła Pani... tylko jednemu psu kupił
prezent. No, zła...
I ♥ Poczta Polska!
Potem była Pani:
Na posesji sprzątam po psach taką mechaniczną łopatką. Ogólnie przykładam do celu, pociągam za rączkę i zbieram, niosę w miejsce przeznaczenia. Dziś tak właśnie robiłam. Nagle zza płotu odzywa się starsza Pani... Ooo ma Pani maszynkę do sadzenia!
- eee, Nie, to do sprzątania po psie.
- Ale po co Pani sprząta? U siebie?
Tak, dziwne. Sprzątać po własnych psach, na własnej posesji...
U weterynarza:
Czekamy na umówioną wizytę. Byliśmy umówieni na 20.00, jest 20.30. Pytam znajomego lekarza czy jest doktor O. On obiecuje się zapytać i znika za drzwiami. Po chwili wychodzi i mówi tak:
- Doktor O... właśnie kończy operować. To był nagły przypadek. (po chwili) Oh! Poczułem się jak w serialu medycznym!
W gabinecie doktora O, umawiam się na kolejne podanie leku:
- To Pani z psem przyjdzie w środę, zapisze...
Na kartce pojawia się data 15 maja, godzina 19.00
- Ale to chyba niemożliwe, żebyśmy przyszli piętnastego...
- A woli Pani inną godzinę?
- Nie, 15 maja był dwa dni temu, nie cofnę się w czasie :)
- Ah, to faktycznie może być problem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz