piątek, 17 maja 2013

Dzień absurdu!

Na początku był listonosz:

Zamówiłam smycz dla Imbira i dziś przysłano paczkę oklejoną taśmą w psy. Listonosz rozmawia z psem przy furtce: dla Ciebie paczka, dla Ciebie... Ale łapka się na czytniku nie odbije i Pani musi podpisać. Zza krzaków wychodzi drugi pies Ares. Listonosz: zła Pani... tylko jednemu psu kupił prezent. No, zła...
I ♥ Poczta Polska!

Potem była Pani:  

Na posesji  sprzątam po psach taką mechaniczną łopatką. Ogólnie przykładam do celu, pociągam za rączkę i zbieram, niosę w miejsce przeznaczenia. Dziś tak właśnie robiłam. Nagle zza płotu odzywa się starsza Pani... Ooo ma Pani maszynkę do sadzenia! 

- eee, Nie, to do sprzątania po psie. 
- Ale po co Pani sprząta? U siebie? 
Tak, dziwne. Sprzątać po własnych psach, na własnej posesji... 

U weterynarza: 

Czekamy na umówioną wizytę. Byliśmy umówieni na 20.00, jest 20.30. Pytam znajomego lekarza czy jest doktor O. On obiecuje się zapytać i znika za drzwiami. Po chwili wychodzi i mówi tak: 
- Doktor O... właśnie kończy operować. To był nagły przypadek. (po chwili) Oh! Poczułem się jak w serialu medycznym!

W gabinecie doktora O, umawiam się na kolejne podanie leku: 

- To Pani z psem przyjdzie w środę, zapisze... 
Na kartce pojawia się data 15 maja, godzina 19.00 
- Ale to chyba niemożliwe, żebyśmy przyszli piętnastego...
- A woli Pani inną godzinę? 
- Nie, 15 maja był dwa dni temu, nie cofnę się w czasie :)
- Ah, to faktycznie może być problem... 



 
 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz