Nie ubiorę się na czerwono, nie narysuje sobie polskiej flagi na policzku, nie wywieszę jej przed domem ...
Mam wyszytą flagę na swoim harcerskim mundurze i to w zupełności zaspokaja moje poszanowanie narodowego symbolu.
Jednak kiedy wczoraj w supermarkecie na T____ pani dołożyła do moich zakupów polską flagę za 1 grosz poczułam się dziwnie (jak pani nie chce, to pani wyrzuci, magazyny pełne tego mamy).
W małej paczuszce są dwie polskie flagi z przeznaczeniem na lusterko samochodowe (nie zamontuje ich). Połowa z nich skończyła w koszu na śmieci przy parkingu.
Nie poczułam się zbulwersowana. Zwyczajnie wydaje mi się, że polska flaga powinna być warta trochę więcej niż 1 grosz, żeby nie wylądowała w koszu na śmieci przed sklepem.
wtorek, 30 kwietnia 2013
piątek, 26 kwietnia 2013
Absurd wolontariatu
Ostatnio przez przypadek dowiedziałam się, że wydział WNT, w którym działam powinno bardziej chodzić za zarządem organizacji, jeżeli chce przepchnąć swoje pomysły i w sumie też być lubianym pośród wielu.
Zaproponowaliśmy specjalne stanowisko dla kogoś o roboczej nazwie: dupoliz lub chadzacz załatwiacz!
Maile wysyłane do zarządu powinny także zwracać uwagę. Zatem Jacek wszystkie maile odnośnie pewnego projektu tytułuje:
!!! Mega PILNE !!! .................... !!!! Jak nie przeczytas z to umrze całe stado małych puszystych kotków!
W końcu mój wolontariat w TEJ, a nie innej, organizacji był bardzo świadomy - nie poszłam drogą od zucha do harcmistrzyni, a przyszłam mając 24 lata - nie jest to tajemnicą. Podobało mi się, fascynowało mnie to i miałam dużo frajdy, satysfakcji i normalnej zwykłej radości z mojej służby/pracy. I tak na poziomie lokalnym jest fajnie, a na centralnym miks działań i chaotycznego planowania.
A teraz patrzę na to i cieszę się, że mam inne priorytety i mogę to "zlać". Wolontariusz to też człowiek, a nie darmowa siła robocza. Bawi mnie to trochę, ale z drugiej strony jest to smutne.
wtorek, 23 kwietnia 2013
Miejsce!
Psy mają się różnie. Osobno świetnie, w duecie dobrze, grzecznie i poprawnie. Ogólnie jest spokój - Ares pokazuje Imbirowi jak dostać się do domu (łapą w drzwi, a jak nie otwierają to skacz lub idź pod balkonowe).
W sytuacjach nerwowych, na szczęście na dworze, Imbir jest szybszy i po 3 -5 minutach biegu wykańcza Aresa.
Imbir ma poranną serię ćwiczeń, a potem ogarnia też polecenie "miejsce", bo inaczej łazi za mną i nie mogę nic zrobić. Siła polecania mnie dziś rozbawiła.
Poniżej Imbir zostaje na miejscu (a ja mam chwilę, żeby zmyć z podłogi ślady ziemi, po dewastacji borówek).
W tym samym czasie na dole, po tym jak głośno powiedziałam "miejsce":
sobota, 20 kwietnia 2013
Psie zamieszanie
Mamy w domu drugiego psa. W sumie szukaliśmy od dawna psa podobnej wielkości do Aresa (zatem najlepiej dogolabradora). Przeglądałam ogłoszenia od kilku tygodni i szukałam takiego, który: będzie duży, będzie młody i jakoś nam się spodoba.
Przy przeglądaniu ogłoszeń różnych, bo w sumie nie zakładaliśmy źródła - nie było opcji hodowla tak, schronisko nie lub odwrotnie, trafiliśmy.
Pies w kolorze biszkoptowym, dosyć duży, ma siedem miesięcy.
Byliśmy dziś na spacerze w schronisku w Milanówku, żeby psy zintegrować.
W ogóle cała procedura jest całkiem sprawna. Spacer, wizyta, umowa, pies.
Psy na spacerze się dogadały (lub zlały całkowicie), w domu było ok przy wolontariuszkach. Pies zatem został.
Polała się pierwsza krew ... mam długi dzień. Jednak trochę spanikowałam jak się pogryzły. Nowy pies ma opatrunek na łapie (i tak musiał pojechać do weterynarza), a stary satysfakcje wygranej. Teraz jeden jest na górze, drugi na dole i odpoczywają od siebie. Jak się nie zagryzą do poniedziałku, to już będzie luz.
Biedny Dżek zamiast na swoim posłaniu leży na podłodze przy otwartym balkonie (bo mu gorąco) i śpi. Chyba przechrzcimy go na Imbir.
A ja piję drugą melisę.
A ja piję drugą melisę.
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Turczynek. Dlaczego Oleśnica wygrywa z Milanówekiem?
W sumie nie znam Milanówka, a miasto jest ładne. Nie jest ze mną tak do końca źle, bo wiem gdzie jest poczta, stacja PKP, jakieś urzędy ... Ale odpowiedź na pytanie: po której stronie Milanówka mieszkasz? jest nadal wyzwaniem (skąd mam wiedzieć co jest dla kogoś punktem orientacyjnym?). Zatem, nie mieszkam po tej stronie, gdzie jest Tesco, a po tej gdzie Liceum na Piasta i Kościół i w zasadzie nie wiem czy to źle czy dobrze? Kompletnie nie mam pojęcia jak ludność milanowska się dzieli.
Milanówek jest ciekawym miejscem ze względu na architekturę i ostatnio miasto wystawiło na sprzedaż jedno fajne miejsce. Turczynek - to dwie pałacowe wille z ogromnym terenem czegoś, co chyba kiedyś było parkiem, a teraz zarosło. Osoba, która to kupi będzie musiała wyłożyć sporo pieniędzy, żeby doprowadzić ten obiekt do ładu.
No i pojechaliśmy tam z Jackiem i Aresem. Przeszliśmy się dookoła i jednej i drugiej willi. Strasznie zaniedbany obiekt, w pięknym miejscu.
Ogólnie jestem mocno zdziwiona faktem, że obiekt wystawiony na sprzedaż jest tak zaniedbany - bo jednak butelki można zebrać, a miejsca ogniskowe zasypać. Generalnie można tam zwyczajnie posprzątać, bo ilość śmieci i zardzewiały szlaban potęgują brzydotę tego miejsca.I mnie jako inwestora nie zachęcają.
W ogóle przeraża mnie trochę myśl, że tam jeszcze 6 lat temu był szpital (działający).
W ogóle przeraża mnie trochę myśl, że tam jeszcze 6 lat temu był szpital (działający).
Milanówek jest jednym z najbardziej niedoinwestowanych miast, jakie widziałam. Przynajmniej w kontraście z Oleśnicą - jest tu słabo. To widać też w Turczynku - genialny teren, brak pomysłu na zagospodarowanie go. A Milanówek nie ma terenów rekreacyjnych dla rodzin, ludzi z psami, bez psów. Jak ktoś ma ochotę na spacer to już lepiej do Łazienek pojechać, niż szukać szczęścia w Milanówku. W niedziele nie ma opcji na kawę, lody - chyba, że w sezonie nagle wszyscy się otworzą (chociaż nie pamiętam tego faktu z okresu, kiedy tu przyjeżdżałam). Jest jeden plac zabaw dla dzieci na "moim osiedlu", ale bardziej straszy, niż zachęca do zabawy (przynajmniej mnie, nie wiem jak dziecko).
I piszę to z perspektywy osoby, która przeszła proponowane szlaki turystyczne na stronie miasta - aż się prosi o tablice opisujące to, co widać, ścieżki edukacyjne dla dzieciaków!
Ogólnie w Milanówku jest słabo z chodnikami (w Oleśnicy robione były na potęgę - co zawsze mnie bawiło, ale nie brnęłam w błocie!), remontami budynków, nie ma ścieżek rowerowych, nie ma koszy dla właścicieli psów, nie ma tablic o wykorzystaniu unijnej kasy na takie rzeczy. Jest natomiast potencjał. I pobliski Grodzisk, który aż się prosi o szlak rowerowy łączący miasta. W ogóle nie ma tu inwestycji unijnych ... W Oleśnicy to było na każdym kroku.
Hasło promujące zwiedzanie to: Milanówek - mały Londyn... - nie, mnie to nie zachęca (porównanie rozumiem historycznie, a nie dosłownie), ale wychodzę z założenia, że powinno się wiedzieć, gdzie się mieszka. Także w tym moim odkrywaniu Milanówka nie poddam się tak łatwo.
niedziela, 14 kwietnia 2013
Kosmiczny pies
Ares dostał kołnierz, żeby nie wylizywał łapy, na której ma rankę. Ogólnie ma się to zagoić. Pies niestety cierpliwie rozszarpywał wszystko co dotychczas próbowaliśmy mu założyć na łapę, więc nie było innego wyjścia. Antybiotyki, smarowidło i pewność, że nie dosiegnie do łapy.
Spowodowało to lawinę śmiesznych wydarzeń , bo Aresina zahaczał o wszystko i był mocno obrażony na świat i ludzi, bo nie chcą mu tego zdjąć. Dość szybko nauczył się jednak, że zwracamy na niego więcej uwagi i chyba zaczęło mu się to podobać.
W pierwsza noc, bardzo zmęczony i zły wdrapał się na łóżko (czego mu nie wolno) i zasnął. Dzisiaj kołnierz nie robił mu już różnicy. Na spacery wychodzi bez niego.
* Kołnierz jest nowego typu, miękki i elastyczny. Próbuję uniknąć słowa wygodny, bo w sumie nie ja w nim chodzę. Jest oklejony taśmą, żeby pies nie popsuł go zbyt szybko.
wtorek, 9 kwietnia 2013
Zachód słońca w Milanówku
Milanówek jest całkiem ładnym miasteczkiem...
Ma około 15 tys. mieszkańców i obszar 13,52 km², z czego coś około 46 % to tereny rolnicze (tyle pamiętam z przygotowań do rozmowy w sprawie pracę w UM).
Moje mieszkanie w Milanówku znacznie się różni od tego w Oleśnicy. Nie tylko ze względu na warunki lokalowe, że tak powiem. Trudno porównać mieszkanie w bloku z domem.
Brakuje mi ludzi: znajomych, rodziny, harcerzy...
Jednak znalazłam trzy zalety Milanówka, których Oleśnica nie przebije (no sorry, ale nie!)
- Stare wille - jest ich tutaj pełno, i nawet jak zbłądzę to zawsze trafiam na jakiś ciekawy dom za zakrętem. Ponieważ w Milanówku jest wszędzie daleko, a moje próby prowadzenia pojazdów kończą się kasacją przystanków, to sporo spaceruje i oglądam. Jak zrobi się cieplej chce też wybrać się do kompleksu Turczynek (nim miasto go sprzeda). Przy targu jest stara zaniedbana willa, która kiedyś musiała być pięknym domem. Wszędzie są wille o dziwnych nazwach, które kompletnie do nich nie pasują. Otoczone zielenią - ładne.
- Natura - pod tym ogólnym terminem kryje się pas zieleni za domem z wiewiórkami, które biegają po dachu i całą masą wszelkiego rodzaju ptaków, ogródek, świeże pomidory w sezonie (za płotem), konie u sąsiadów, sarny w lasku, duży pies (zawsze chciałam mieć dużego psa).
To drzewo widzę kiedy siedzę przy biurku. - Zachody słońca (tak wiem, że to się mieści w kategorii natura) - dla mnie biją na głowę te nad morzem (które są jednakowo cukierkowe). Tutaj nie przykrywają tego wysokie zabudowania, więc cale miasteczko widzi zachód słońca rozlany na niebie. Zróżnicowanie barw zawsze mnie zaskakuje.Z resztą wklejam zdjęcie.
Lepiej te zachody malował Chełmoński:To widok z balkonu. 
Zachód słońca zimą
Subskrybuj:
Posty (Atom)